niedziela, 16 marca 2014

just unreal - 00 - prolog

Ssaa... Nie wiem, co mi odwaliło, że zaczęłam pisać to opko, które będzie swego rodzaju fanfickiem, chociaż jak ktoś czytał moje wcześniejsze fanficki, to wie, że raczej nie warto się spodziewać fajerwerków, to raczej coś bardzo oklepanego, fanki i idole, wiadomo jak się skończy, nie? ;p;p Chociaż osobiście nie wiem, co mi z tego wyjdzie, w sumie nawet  jeszcze nie wiem, o kim dokładnie to będzie z idoli, chociaż mam kilka osób na myśli :P Nie planuję tego robić długiego, max 10 rozdziałów, ale bardzo możliwe, że mniej. Mam nadzieję, że uda mi się dojść do końca, ale nie wiem, ja nie umiem pisać ff, a mój komputer chyba nie lubi, jak mimo wszystko próbuję, bo wczoraj usunął mi całe 2 strony rozdziału, normalnie myślałam, że coś komuś zrobię. W każdym razie kończę marudzić, chociaż to akurat wychodzi mi bardzo dobrze i zapraszam do zapoznania się z zapowiedzią, bo prawdziwa historia zaczyna się dopiero w następnym rozdziale ;p;p



piątek, 14 lutego 2014

Serpenti - 05 - Aniol

Następnego dnia rano budziki członków Serpenti były nastawione kolejno: Hyunsoo na 5:40, Shihyuna na 5:50 i Yoonsuka na 6:00. Nie wiadomo więc, o której musiały zadzwonić telefony bliźniaków, bo nim zdążył się obudzić którykolwiek z pozostałych członków, oni byli już na nogach. A zanim którakolwiek komórka zdążyła zagrać swoją poranną melodię, starsi panowie również już nie spali. Ponieważ  maknae zwyczajnie nie pozwolili im spać.

Dokładnie o 5:15 do pokoju, w którym mieszkali Hyunsoo i Yoonsuk, z radosną piosenką na ustach wpadł K, który najpierw wskoczył na łóżko starszego z chłopaków, a później z niego przeskoczył na drugie łóżko, prawie przy tym zdeptując smacznie śpiącego blondyna. Cały czas śpiewając/krzycząc coś o tym, że słonko już wstało, piękny mamy dzionek i że na stole w salonie czeka na nich śniadanie i gorąca kawka.

- Jest 5:17, idioto, pogrzało cię? – jęknął Kim, który obudził się od razu, kiedy tylko coś ciężkiego zwaliło mu się na łóżko. W pierwszej chwili zerwał się, nie wiedząc, co się dzieje, ale po zerknięciu na zegarek z powrotem przykrył się kołdrą.

- Hey, hyung, wstawaj… - K tym razem delikatnie potrząsnął kolegą, który tylko jeszcze mocniej nakrył się kołdrą. – Hyunsoo-hyung, kawa ci wystygnie, jak zaraz nie wstaniesz, hyung~~~ - z każdym kolejnym słowem maknae potrząsał nim coraz mocniej, a jego ton z pieszczotliwego zmieniał się na coraz bardziej płaczliwy.

W końcu Kim nie mógł już tego słuchać.

- Dobra, wstaję – jęknął, odkrywając się i siadając na brzegu łóżka. – Ale lepiej, żeby ta kawa tam naprawdę była – dodał, patrząc na bliźniaka groźnie, na co ten tylko uśmiechnął się promiennie i jeszcze raz z impetem skoczył na łóżko Yoonsuka, który za pierwszym razem w ogóle nie zareagował.

- Yoonsuk-sshi, Yoonsuk-ah, Yoonsuk-hyung, Yoonsuk… - szeptał mu do ucha czule, cały czas lekko nim potrząsając. – Wake up, baby, wake up~~

- „Baby”? – prychnął Hyunsoo, jeszcze nie do końca przytomnie szukając swoich ubrań na dziś. – Może od razu zróbcie sobie razem zdjęcie w tym łóżku i wstaw je na twittera?  - zażartował, ale już po chwili tego pożałował, po minie K’a widząc, że temu naprawdę  spodobał się ten pomysł.

- Jesteś genialny, hyung! – wykrzyknął uradowany maknae i zaczął szukać po kieszeniach swojej komórki.

- Fajnie – mruknął tylko Kim, kręcąc głową z niedowierzaniem, a po chwili wyszedł z pokoju, bo jak kiedy indziej chętnie obejrzałby to przedstawienie, tak o tej porze zwyczajnie nie miał nastroju.

Miał zamiar iść najpierw do łazienki, ogarnąć się trochę, ale po chwili stwierdził, że najpierw sprawdzi, czy ta kawa na stole to prawda a nie bajka zmyślona, żeby wyciągnąć go z łóżka.  Na szczęście okazało się, że K nie blefował i w salonie powitał go zapach mocnej czarnej kawy, takiej, jaką lubił najbardziej. A oprócz tego widok kompletnego śniadania, którego przygotowanie musiało bliźniakom zająć przynajmniej godzinę. A na kanapie uśmiechniętego J’a  i lidera wprawdzie ogarniętego, ale nie wyglądającego na specjalnie zachwyconego pobudką o tej godzinie.

- Dobry – przywitał się Hyunsoo, zajmując miejsce przy stole.

- Ta, cześć – mruknął Shihyun półprzytomnie.

- Good morning!! – uśmiechnął się wesoło J.  – Jak się spało? Częstuj się – dodał, podsuwając mu pod nos miseczkę z ryżem.

- Dzięki – uśmiechnął się Kim, który zdążył się już trochę rozbudzić, dlatego też z chęcią zajął się jedzeniem śniadania, zwłaszcza że poprzedniego wieczoru nie zjadł nic na kolację.

Lider też jadł swoją porcję, ale jakby z mniejszym apetytem, co mogło być spowodowane zarówno wczesną porą jak i natrętnym spojrzeniem J’a, który przynajmniej od kilkunastu minut ani na chwilę nie spuszczał z niego oka.

- Ej, młody, nie patrz tak na niego, bo w ten sposób to nic nie zje – zwrócił mu w końcu uwagę Hyunsoo, którego niepewna mina lidera zaczynała trochę bawić, ale z drugiej strony chciał, żeby przyjaciel coś zjadł przed kolejnym męczącym dniem.

- Ale co mu przeszkadza to, że się patrzę? – spytał obrażony Junki, ale posłusznie odwrócił się od lidera i zajął się na chwilę swoim telefonem.

Klikał na nim chwilę, gdy w którymś momencie bez ostrzeżenia po prostu zerwał się z kanapy i szybkim krokiem wyszedł z salonu. Po chwili z głębi mieszkania dotarł do nich jego głos, krzyczący do K’a.

- Hey, Brother! Ty nie romansuj mi tu, tylko obaj chodźcie na śniadanie!

Po tym słychać jeszcze było trzaśnięcie drzwi, prawdopodobnie tych do pokoju Hyunsoo i Yoonsuka, a po chwili J był z powrotem.

- Serio wstawił to zdjęcie? Pokaż – zaśmiał się Kim, a J w odpowiedzi tylko podał mu swój telefon.

I faktycznie, na koncie bliźniaków na twitterze widniała już piękna fotka uśmiechniętego K’a przytulonego do śpiącego i nieświadomego niczego Yoonsuka.

„from K:  he’s so cute while sleeping. Teraz aż żal mi go budzić…  (“⌒∇⌒”)”

- Faktycznie „so cute” – parsknął Hyunsoo, krztusząc się przy tym jedzeniem.

- Żyj, hyung – J zerwał się, żeby poklepać kolegę po plecach.

- Właśnie, Soo, nie umieraj jeszcze, nie zostawiaj mnie z nimi samego… - dodał Shihyun tonem coś pomiędzy żartem a krzykiem rozpaczy, na co Kim tylko zaczął się śmiać, przez co rozkaszlał się jeszcze bardziej.

Gdy już zaczął dochodzić do siebie, do salonu weszli w końcu K i Yoonsuk, którzy widząc sytuację, spojrzeli na chłopaków pytająco.

- Patrz! Widzisz, co narobiłeś? Hyunsoo-hyung umiera przez ciebie – naskoczył J na brata nie do końca serio, na co poszkodowany znów zaczął śmiać, i dusić przy tym, natomiast K chyba naprawdę się przestraszył, a przynajmniej tak wyglądał. Yoonsuk w sumie w ogóle chyba nie zarejestrował, co się dzieje, było za wcześnie.

- Spokojnie, chyba jeszcze żyję – wydusił z siebie Kim, w miarę opanowując zarówno atak kaszlu jak i śmiech. – Jedzmy… Szkoda, żeby się coś z tego zmarnowało. W ogóle kto robił śniadanie? Bo jest naprawdę dobre…

- Ja! – rozpromienił się K. – No i brat też, razem robiliśmy… A Kyungjung-hyunga jeszcze nie ma? – dodał po chwili zdziwionym tonem.

- No, dziwne, powinien już być – stwierdził J, zerkając na zegarek.

- Jeszcze wcześnie przecież, o tej godzinie zwykle wstajemy, będzie za pół godziny pewnie – stwierdził Shihyun, kończąc swój posiłek i odsuwając od siebie miskę.

Nim jednak ktokolwiek zdążył mu odpowiedzieć, w powietrzu rozbrzmiał dźwięk dzwonka, na który K szybko zerwał się, by otworzyć, chociaż doskonale wiedzieli, że menedżer ma klucz i mógłby po prostu wejść do mieszkania, a tylko z grzeczności zawsze mimo wszystko dzwonił. Po chwili maknae wrócił do salonu w towarzystwie Kyungjunga oraz kogoś jeszcze, kogo widzieli pierwszy raz w życiu. Był to chłopak, na oko starszy od nich, ale nie potrafili określić jak dużo, przy tym dość przystojny i wyglądał też na pewnego siebie. Nie podobało im się to.

- A ty to kto? – spytał J podejrzliwie, nawet nie przywitawszy się wcześniej. – Już mówiliśmy, że nie chcemy nowego członka.

- Ta, słyszałem – roześmiał się nieznajomy. – Ale spokojnie, kompletnie nie umiem śpiewać, tańczyć tym bardziej, a z planu filmowego wywaliliby mnie po jednej kwestii. Ale niestety nie zmienia to faktu, że od przyszłego tygodnia będziecie mnie widywać codziennie. Najwyraźniej dyrekcja stwierdziła, że już jesteście za popularni na to, by mieć tylko jednego menedżera.

- Czyli że.. życzenie hyunga się spełniło! – dedukował głośno K.

- Na to wygląda – przyznał mu rację Kyungjung. – Poznajcie, to Kim Junghoon, od przyszłego tygodnia będzie się wami zajmował razem ze mną.

- Od przyszłego tygodnia? – zaciekawił się J.

- Muszę jeszcze dokończyć parę rzeczy w związku z poprzednią robotą. – wyjaśnił nowy. - Dzisiaj przyszedłem się przedstawić. Miło was poznać, chłopaki. Mam nadzieję, że będzie się nam dobrze razem pracowało – uśmiechnął się, a członkowie Serpenti zgodnie odwzajemnili uśmiech. Było w nim coś, co budziło ich sympatię.

- Dobra, skoro już wszyscy się znają, to plan na dziś jest taki: rano macie ćwiczenia z tańca, bo wczoraj schrzaniliście i powiedziano mi, że nie wypuszczą was sali, jak nie pokażecie dzisiaj na co was stać, więc mam nadzieję, że się ogarnęliście. Potem Hyunsoo jedzie na sesję zdjęciową…

- Czemu tylko ja? – przerwał mu Kim, niekoniecznie zachwycony z tego powodu.

- Bo ciebie chcieli, jakiś problem?

- Żadnego…

- To dobrze. Więc dalej… - kontynuował menedżer – W tym czasie Shihyun będzie miał czas na dokończenie piosenki na galę, masz ją oddać do piątku, więc lepiej nie zmarnuj tych kilku godzin. A bliźniaki mają spotkanie z Xavierem w kwestii części rapowej nowej piosenki. A Yoonsuk… - zawiesił się na chwilę. 

– Ty pojedziesz ze mną na zakupy, wygląda na to, że te diabły wykorzystały wszystko, co mieliście w lodówce na to śniadanie, którego swoją drogą chętnie spróbuję – zakończył swój monolog, siadając na kanapie i trochę spychając z niej przy tym J’a.

- Też siadaj, starczy dla wszystkich – rzucił Hyunsoo w stronę Junghoona, który dalej stał przy drzwiach.

- Właśnie, siadaj, człowiek musi się najeść przed pracą – dodał Kyungjung, po czym nagle jakby sobie o czymś przypomniał. – A ty… albo ty – wycelował palcem najpierw w jednego, a potem w drugiego bliźniaka. – Zresztą nieważne, innych też się to tyczy. Niech wam nigdy więcej nie przyjdzie do głowy, żeby dzwonić do mnie po północy, jeśli nie jest to sprawa życia i śmierci. Jasne?

- Tak, hyung – przytaknęli chłopcy zgodnym chórkiem, po czym wszyscy zabrali się za kończenie śniadania, a J po tym, jak przyniósł dodatkową miskę ryżu dla Junghoona, sam wrócił do kuchni i zaczął zmywać naczynia. Zapowiadał się męczący dzień, jak zwykle. Ale przynajmniej udało mu się załatwić to, co chciał.

***

Po wczorajszym kazaniu członkowie Serpenti faktycznie wzięli się w garść i tym razem zatańczyli układ do nowej piosenki prawie idealnie. Chociaż wciąż jeszcze brakowało im stuprocentowej synchronizacji, to i tak byli na dobrej drodze, żaden nie mylił dzisiaj kroków, bez wahania zamieniali się miejscami i ogólnie bardzo dobrze im szło. Jakby chcieli nadrobić za dwa dni od razu. Ich trener był pod wrażeniem, ale i tak przytrzymał ich przez cały przeznaczony na to czas, każąc w nieskończoność powtarzać nie tylko nowy, ale również stare układy, żeby przypadkiem nie zapomnieli nawet jednego ruchu. Po trzech godzinach treningu wszyscy dosłownie padali z nóg, a czekał ich jeszcze cały dzień innych obowiązków, o czym przypomniał im menedżer, zgarniając od razu do samochodu Hyunsoo i Yoonsuka. A gdy tylko tamci zniknęli im z oczu bliźniacy również szybko ruszyli w stronę studia, w którym zwykle urzędował Xander i w którym też miał na nich czekać. Natomiast Shihyun pozostawiony sam sobie od razu skierował swoje kroki w stronę schodów na dach. Wiedział, że musi dokończyć dziś komponować piosenkę, bo nie wiadomo kiedy znów bliźniacy załatwią mu trochę czasu. Bo był pewien, że to ich zasługa, że go dostał. Tylko nie wiedział, czy zrobili to dlatego, że go lubią, czy raczej dlatego, że nie lubią Ace’a, ale wolał się nad tym nie zastanawiać. Zwłaszcza że w którymś momencie zorientował się, że prawie biegnie, przeskakując po dwa schodki naraz, mimo że jeszcze chwilę wcześniej myślał, że zaraz umrze ze zmęczenia. Nie wiedział, czemu się tak śpieszy, fortepian mu nie ucieknie, chyba.

I faktycznie, nie uciekł. Stał tam, gdzie zawsze, po środku opuszczonej sali, tym razem naprawdę pustej. Ani śladu tajemniczej dziewczyny, ani nikogo innego. I dopiero gdy przemknęło mu przez głowę to pełne zawodu „Nie ma jej”, dotarło do niego, dlaczego tak się śpieszył. Chciał ją zobaczyć. Z ciekawości, chciał zobaczyć jej twarz, zobaczyć, kto jeszcze uciekał do tego miejsca, którego wszyscy raczej unikali. Ale wyglądało na to, że jednak nikt. A przynajmniej nie dzisiaj. Tylko on. W sumie dobrze, nie potrzebował towarzystwa, gdy komponował. Raczej wręcz przeciwnie.

Chłopak usiadł przy fortepianie i dla rozruszania palców zagrał pierwszą lepszą melodię, która przyszła mu do głowy. Akurat było to „My prayer”, ulubiona piosenka jego młodszej siostry, którą często kazała mu dla siebie grać. Odkąd wyprowadził się z domu, dawno tego nie robił, więc stwierdził, że dobrze by było ją sobie przypomnieć. Gdy skończył, wyciągnął z torby nuty piosenki, którą zaczął tworzyć ostatnio po trochu z pamięci, po trochu z tych nut zagrał pierwszą dłuższy fragment, jednocześnie w myślach szukając odpowiednich słów, które pasowałyby do melodii. Zagrał parę razy to samo, praktycznie nie przestając ani na chwilę, przy którymś powtórzeniu zaczął cicho nucić tekst, który prze cały ten czas układał mu się w głowie.

„Spotkałem Cię tylko raz.
A nawet nie, to nie było spotkanie
Widziałem Cię tylko raz
Twą sylwetkę, nie Twą twarz
Bezimienna, kim jesteś, czy istniejesz gdzieś?
Bezimienna, może byłaś tylko snem?
Bezimienna, spójrz na mnie chociaż raz
Chcę ujrzeć w Twoich oczach blask…”

Zagrał melodię jeszcze raz, jednak na razie nie miał pomysłu na tekst drugiej zwrotki, cieszył się, że udało mu się stworzyć chociaż tyle. Przerwał na chwilę i sięgnął po ołówek, by zapisać to, co wymyślił, zanim mu ucieknie. Gdy jednak tylko ostatni dźwięk skończył rozbrzmiewać w powietrzu, zastąpił go odgłos dłoni uderzającej o drugą dłoń.

Odwrócił się, szybko, bez zastanowienia, by zobaczyć dziewczynę opierającą się o framugę drzwi i z lekkim uśmiechem n ustach bijącą mu brawo. Nie miał wątpliwości co do tego, że była to ta sama osoba, którą widział ostatnio. Wszędzie rozpoznałby te długie kasztanowe włosy, falą spływające na jej ramiona. I nawet strój chyba miała ten sam, widocznie przeznaczony do ćwiczeń. Chciał coś powiedzieć, spytać, kim jest, przedstawić się, spytać, co tu robi, cokolwiek. Ale nim zdążył zebra myśli, dziewczyna odezwała się pierwsza

- To było naprawdę piękne – powiedziała, uśmiechając się szerzej, miała śliczny łagodny, ciepły głos.

- Dziękuję – zdążył tylko wydusić, bardziej odruchowo niż żeby wiedział, co właściwie mówi.

Na to dziewczyna posłała mu tylko jeszcze jeden ciepły uśmiech, odwróciła się na pięcie i zniknęła za drzwiami.

- Zaczekaj! – krzyknął, ale nie posłuchała.

Zerwał się z miejsca najszybciej, jak mógł i pobiegł za nią. Dobiegł do pierwszego skrzyżowania korytarzy piętro niżej, ale nie udało mu się jej dogonić, a nie wiedział, gdzie mogła skręcić, więc dalsza pogoń nie miała sensu. Zerknął na drzwi od windy, nad którymi wyświetlały się coraz mniejsze cyfry, widocznie zjeżdżała na dół. Nie złapie jej już, nieważne, czy poczeka na windę, czy zbiegnie schodami, nie ma szans, to nie drama, tylko życie, tu nie uda mu się zagiąć czasoprzestrzeni.

Zresztą po co w ogóle chciał to zrobić? Po co za nią gonił? Dlaczego chce wiedzieć, kim ona jest? Zakochał się? Nie, niemożliwe, nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia. Ale spodobała mu się, to na pewno. Była śliczna, właściwie powiedziałby wręcz, że piękna. Miała delikatną, dziewczęcą urodę i ciepły uśmiech. I była intrygująca, tak cholernie intrygująca. Wiedział, po prostu wiedział, że będzie o niej myślał, dopóki nie dowie się o niej czegoś więcej. Była zagadką, którą chciał rozwiązać, swego rodzaju wyzwaniem. Nie wiedział, co potem, co będzie czuł, gdy dziewczyna nie będzie już dla niego tajemnicą, miał nadzieję, że nic, że straci zainteresowanie, idol nie powinien się zakochiwać, zwłaszcza nie zaraz po debiucie. Ale to się okaże, gdy już pozna ją lepiej. Nie dzisiaj, może jutro, może za tydzień, może za pół roku, kiedyś na pewno, nie było limitu czasowego.

W przeciwieństwie do piosenki, którą musiał skończyć do piątku, i pewnie jeszcze nagrać jakieś demo czy coś. Prezes nie skonkretyzował, w jakiej formie mają mu zaprezentować te utwory, a taka wydała się najsensowniejsza. Ale zanim pójdzie prosić musiał dokończyć kompozycję. Z tą myślą wrócił na swoje miejsce przy starym pianinie i znów położył palce na klawiszach. Zagrał jeszcze raz kawałek, który miał gotowy wcześniej, po czym bez zastanowienia kontynuował, zachowując główną linię melodyczną, ale dodając do niej trochę wariacji i nieco przyśpieszając tempa. Gdy zaczął śpiewać, w jego głosie słychać było tęsknotę, niecierpliwość, irytację i… kompletną fascynację, której zawsze brakowało w jego piosenkach.
„Dziś widziałem Cię drugi raz
Uśmiechnęłaś się, nadzieję dałaś, by zaraz zniknąć…”

***

Bliźniacy zjawili się w studio Xandera z radosnym pozdrowieniem na ustach, a producent odwzajemnił im się tym samym. Wiedzieli, że ich lubił, to on skomponował i wyprodukował „Poison” i naprawdę dobrze im się z nim pracowało zarówno przy samych nagraniach wokali, jak i przy tworzeniu tekstu rapowego do piosenki. Xander był dość młodym producentem, miał może ze 25-26 lat, chyba nie więcej. Dostał się do agencji, przechodząc przez standardowe przesłuchania i nawet przez rok czy dwa był zwykłym trainee, ale w którymś momencie okazało się, że lepszy z niego kompozytor/producent niż idol, co CEO postanowił wykorzystać. I dobrze, bo korzystała na tym cała agencja, Xander tworzył prawdziwe majstersztyki i naprawdę lubił swoją pracę. A idole lubili jego. Ponieważ producent twierdził, że raperzy sami najlepiej czują, co chcą przekazać słuchaczowi, nigdy nie pisał im tekstów, a tylko zostawiał w piosenkach miejsce, w którym ten rap powinien być i dawał im samym wymyślić sobie co i jak chcą w tym miejscu zarapować. Dzięki temu też bracia Choi znali piosenki wcześniej niż reszta Serpenti, oczywiście o ile było w nich miejsce na rap i o ile tworzył je Xander, tak jak tym razem.

- Hello, hyung! – przywitał się K wesoło. – Słyszeliśmy, że coś dla nas masz.

- Dobrze słyszeliście, siadajcie – uśmiechnął się Xander, wskazując dłonią na kanapę pod ścianą, przed którą stał mały stolik, a na nim leżały dwie kartki z tekstem piosenki.

Utworek był zatytułowany „Angel” i miał naprawdę piękną, co chłopcy zgodnie stwierdzili po odsłuchaniu go w wykonaniu kompozytora, melodię oraz wzruszający tekst.

- Jak dla mnie to idealne na piosenkę tytułową nowego singla – stwierdził J, jeszcze raz ogarniając wzrokiem tekst, gdy muzyka już umilkła.

- Przecież macie już piosenkę tytułową – zauważył Xander, odkładając gitarę i siadając z laptopem obok nich. – Chyba coś szybszego i bardziej chwytliwego.

- Niby tak, ale myślę, że to byłoby lepsze – upierał się Junki. - „Poison” było szybkie, przydałoby się coś nastrojowego dla odmiany, to by było idealne.

- Też tak myślę – przytaknął bratu K. – Pogadamy z Kyungjung-hyungiem, na pewno załatwi zmianę. Zwłaszcza że na występach promocyjnych i tak byśmy śpiewali oba kawałki, tak mi się wydaje – wzruszył ramionami.

- I za to was lubię, zawsze mnie chwalicie – roześmiał się kompozytor, ale po chwilę spoważniał. – Ale nie po to tutaj przyszliście, macie robotę do wykonania.

- Jasne, wiemy – przytaknął J, po czym na chwilę zamyślił się nad tekstem. – Ta piosenka jest o rozstaniu, prawda? O rozstaniu wbrew woli obu stron. Właściwie… czy to jest o śmierci, czy ona umarła? – chłopak spojrzał pytająco na Xandera, jednak nawet gdyby tamten nie skinął głową, ze smutku w jego oczach można było wyczytać odpowiedź. I że ta historia była prawdziwa.

Nie zapytał, kim dla producenta była dziewczyna, o której pisał. To nie było teraz ważne. Ale fakt, że ona naprawdę istniała, sprawiał, że tym bardziej chciał, by ten utwór był tym najważniejszym. Niech ludzie poznają tę historię. Była naprawdę cudowna, choć smutna.

- Była jak anioł, niewinna, pełna światła – odczytywał J dalej, spomiędzy wierszy w tekście. – Odchodząc, nic nie zabrała. Zostawiła wiarę w ludzi i w lepsze jutro. Nie udało mu się jej zatrzymać, nie miał prawa sprzeciwiać się woli Bożej, mimo to próbował, do samego końca udawali, że będą razem wiecznie. A ona odeszła z uśmiechem, do ostatniej sekundy ściskając jego rękę…

Tego wszystkiego tam nie było. Trochę czytał, trochę po prostu wyobrażał sobie tę sytuację. W tej piosence był smutek, wiadomo, dużo smutku Ale nie było żalu ani gniewu, żadnych więcej negatywnych emocji. Za to dużo światła, nadziei, wiary… Już właściwie wiedział, jakie powinny być brakujące słowa. Nabrał więc powietrza i zaczął rapować.

„Byłaś jak biała lilia, piękna i niewinna
U Twoich ramion skrzydła, chciałem
Spytać, czemu zeszłaś do tego świata grzechu
Chciałem Cię chronić, chciałem
Widzieć twój uśmiech co dzień rano
Czułem, już niedługo Bóg wezwie Cię do siebie
Lecz udawałem, że nie wiem”

Rapując, zamknął oczy, wczuwając się w to, o czym miał śpiewać. Widział to, czuł to, całym sobą. Gdy kończył, uchylił powieki i spojrzał na Xandera w oczekiwaniu na opinię.

- Czujesz to – powiedział kompozytor z uznaniem. – Podoba mi się, naprawdę mi się podoba – dodał, dopisując nowe wersy do tekstu, żeby nie zapomnieć.

- Nieźle, nie wiedziałam, że maknae Serpenti są tacy utalentowani – z okolic drzwi dobiegł do nich nagle dziewczęcy głos, należący do kogoś, kogo żaden z bliźniaków się nie spodziewał – Park Taehee.

- Dzięki – odpowiedział krótko J, bo po prostu tak wypadało. Naprawdę to zirytowało go to, że go słuchała. – Co tu robisz, Taehee-sshi? Słyszałem, że pomagasz Ace’owi w przygotowaniach do pojedynku… - zawiesił głos w oczekiwaniu na reakcję.

Dziewczyna wyglądała na zaskoczoną tym niespodziewanym atakiem. Bo bez wątpienia był to atak, nawet jeśli wyprowadzony dość przyjacielskim tonem. Chyba nie wiedziała, co odpowiedzieć, więc na kilka chwil tylko przygryzła dolną wargę, nie spuszczając wzroku z Junkiego.

- Pojedynek? Jaki pojedynek? Czemu ja o niczym nie wiem? – zainteresował się Xander. W oczekiwaniu na odpowiedź patrzył na zmianę to na bliźniaków, to na Taehee.

- Ja też nic nie wiem – K podniósł ręce w obronnym geście. – Jaki pojedynek, brother?

- Po co przyszłaś, Taehee-sshi? – powtórzył J pytanie, ignorując pytania Xandera i Minkiego. – Jesteśmy zajęci. Przeszkadzasz.

- Przyszłam po nagrania wokali KT, masz je? – zwróciła się do producenta, starając się ignorować bliźniaków.

- A, tak, masz tam czarnego pendrive’a na półce przy drzwiach, wszystko jest na nim – odpowiedział mężczyzna, wskazując palcem na miejsce, o którym mówił.

- Dzięki – rzuciła, biorąc do ręki przedmiot, po czym schowała go do kieszeni. – I powodzenia – dodała, uśmiechając się promiennie, a po chwili już jej nie było.


Bliźniakom zdawało się, że przy jej wyjściu drzwi trzasnęły odrobinę za głośno.

środa, 29 stycznia 2014

Serpenti - 04 - Pół-uczciwa gra

Jaa... Wiem, że nikt tegonie czyta, zresztą wcale się nie dziwię, ale sesja przyszła, w związku czym mam dużo Weny do wykorzystania i nie dość, że jakoś tak szybko mi idzie pisanie rozdziału, to jeszcze zrobiłam podstronę z bohaterami, którą możecie sobie zobaczyć w panelu bocznym. To mniej więcej tak sobie bohaterów wyobrażam, więc jak od tej pory będę używała określeń typu "blondyn" czy "najstarszy z nich" to dzięki podstronie możecie ogarnąć, o kim mowa, bo właściwie nic więcej i tak tam nie ma, tylko zdjęcia, nazwiska i wiek, no i jeszcze pozycja w zespole, ale tego idzie się z samej treści domyślić, soo ;p Dobra, już nie przynudzam, bo w sumie i tak nie mam o czym. Jeśli ktoś to jednak czyta, to miłej lektury życzę.


Ace stał przed drzwiami do gabinetu CEO z ręką uniesioną  tak, jakby zaraz miał zapukać, jednak wciąż wahał się, czy to zrobić. Gdyby nie spotkał po drodze Yoonsuka, prawdopodobnie nie przyszedłby tu dzisiaj. Nie podjął jeszcze decyzji, czy stanąć do pojedynku z Shihyunem. Nie podjął, bo wiedział, że uczciwie z nim nie wygra. By mieć szansę, musiał oszukiwać, a jego rywalizacja z Jungiem zawsze była czystą grą. Nie chciał by tym razem było inaczej. Ale jednocześnie naprawdę chciał wygrać. Całe jego życie mogło zależeć od tego pojedynku. Właściwie to musiał wygrać. Dlaczego więc wciąż się wahał?

- Masz zamiar wejść? – z bitwy z myślami wyrwał go dziewczęcy głos, jednak nie od razu na niego zareagował. – Oppa?

- Mam zamiar – odpowiedział, zerkając na dziewczynę, którą tydzień wcześniej spotkał w kawiarni. Dziś nie uśmiechała się jak ostatnio, po prostu patrzyła na niego pytająco.

Dalej nie wiedział, kim była, ale to nie zmieniało faktu, że to przez nią miał teraz dylemat. Godzinę po tym, jak wręczyła mu tajemniczą kopertę, zadzwonił do niego CEO, by zaprosić go na rozmowę. Wtedy też poinformował go o pojedynku z Shihyunem i o zasadach, jakie na nim obowiązywały.  Dowiedział się, że piosenkę, którą zaśpiewa, miał napisać sobie sam, użycie czyjejś kompozycji w ogóle nie wchodziło w grę. Prezes zdawał się być kompletnie nieświadomy tego, jaki prezent trochę wcześniej otrzymał Ace, a on źle czuł się z tym, że wykorzystanie go byłoby naruszeniem zasad. Z drugiej strony wiedział, że uczciwie z Jungiem nie wygra, lider komponował piosenki już w liceum i te kawałki, które Sungjin słyszał, były naprawdę dobre. A te, które tworzy teraz, pewnie są jeszcze lepsze. Więc nawet jeśli udałoby mu się stworzyć samemu cokolwiek, to i tak na pewno by przegrał. Tymczasem piosenka, którą podarowała mu nieznajoma była naprawdę świetna, wiedział, że mógłby ją zaśpiewać. I że mógłby z nią wygrać.

- Więc czemu nie wchodzisz? – spytała znów nieznajoma, gdy przez kolejną minutę nie ruszył się ani o centymetr.

- Szef wie, że dałaś mi tą piosenkę? – zapytał, zamiast odpowiedzieć.

- Co? Jasne, że nie. Chyba że od ciebie – odpowiedziała dziewczyna, przewracając oczami. – Wujek ma hopla na punkcie czystej gry, równych szans i tak dalej. Nie pozwoliłby ci wystąpić, gdyby wiedział.

Wujek? A więc CEO był jej wujkiem, nie ojcem, jak podejrzewał na początku. Mimo wszystko wciąż łączyły ich więzy krwi, pewnie dlatego wiedziała o pojedynku wcześniej niż Ace i jeszcze zdążyła przygotować dla niego prezent.  Musieli rozmawiać o tym na rodzinnej kolacji czy coś, co w sumie i tak byłoby dziwne. Chłopak nie wiedział, co o tym myśleć. I jeszcze bardziej nie wiedział, czy skorzystać z oferty dziewczyny, czy po prostu zrezygnować z pojedynku. Nie chciał oszukiwać…

- Wahasz się? – spytała, gdy nijak nie zareagował na jej wypowiedź. – Damn…  - rzuciła, przepychając się obok niego i naciskając klamkę. – Wchodzę~!

Krzyknęła to, już właściwie wchodząc do środka i ciągnąc zdezorientowanego Ace’a za sobą. Na ich widok siedzący za biurkiem prezes uśmiechnął się.

- Dobry, szefie! – rzuciła dziewczyna z dość dziwnym uśmiechem na ustach. – Patrz, kogo spotkałam pod drzwiami.

- Dzień dobry – przywitał się szybko Sungjin, wiedząc, że mówi o nim.

- Powiedział, że przyniósł piosenkę na pojedynek, dlatego weszłam z nim. Chcę posłuchać – oznajmiła jak gdyby nigdy nic, po czym odwróciła się w stronę chłopaka i wzrokiem mówiąc mu „Jak mnie zdradzisz, nie żyjesz”, głośno powiedziała: - Pokaż ją, jestem ciekawa.

Po tych słowach podeszła do jednego z krzeseł obrotowych stojących przy biurku i wygodnie się na nim rozsiadła.

- No? – pogoniła go, gdy nie zareagował od razu.

Wiedząc, że w zasadzie nie ma wyboru, chłopak zaczął grzebać w plecaku w poszukiwaniu nut piosenki, które na szczęście przepisał wcześniej swoim pismem i podpisał własnym nazwiskiem, co świadczyło o tym, że mimo wszystko serio rozważał wykorzystanie jej. Wyciągnął też płytkę z nagraniem demo, które parę dni wcześniej stworzył z pomocą kolegi. To nie była ta wersja, którą dała mu dziewczyna, jakościowo była dużo gorsza, ale dzięki temu też bardziej realna.

- Trochę kiepskie jakościowo, ale…  - powiedział, wręczając CEO przedmioty, a ten w odpowiedzi tylko uśmiechnął się i machnięciem ręki dał mu znać, że nie szkodzi.

Od razu też wyciągnął CD i włożył je do włączonego laptopa. Po chwili po pomieszczeniu rozniosły się pierwsze dźwięki melodii, do których po chwili dołączył nieprofesjonalnie zmiksowany głos Ace’a.

- Podoba mi się – dziewczyna okręciła się na fotelu, próbując ukryć w ten sposób uśmiech satysfakcji, wypływający jej na usta. – A ty co o tym myślisz, szefie?

- Dobre – stwierdził CEO, w zamyśleniu kiwając głową. – Naprawdę dobre. Myślę, że spokojnie możesz tego użyć.

***

Na trwającym treningu tanecznym Serpenti niezbyt szło, jakoś wszyscy wydawali się rozkojarzeni. A przynajmniej wszyscy oprócz J’a, który wiedział tyle, że jego brat myśli o spotkanych dzisiaj dziewczynach, za to nie miał pojęcia, co rozprasza pozostałych członków. Zwłaszcza lidera, który zdawał się być w zupełnie innym świecie, nawet nie opieprzył Yoonsuka za spóźnienie, co było rzeczą dziwną. Zresztą wszyscy dzisiaj nie ogarniali świata i szło im dużo gorzej niż któregokolwiek innego dnia, nawet wtedy, gdy praktycznie dopiero zaczynali się uczyć układu. Dlatego w końcu instruktor nie wytrzymał i dał im 15-minutową przerwę na ogarnięcie się, bo w ten sposób to było tylko marnowanie czasu. I właśnie te kilkanaście minut J wykorzystał na wyjście do toalety, z której też właśnie wracał z nadzieją, że pozostali funkcjonują już normalnie, bo jego też męczyło już powtarzanie w kółko tego samego fragmentu.

Miał właśnie skręcać w korytarz, na końcu którego była ich sala do ćwiczeń, za to na początku gabinet CEO, kiedy te pierwsze drzwi nagle się otworzyły i wyszedł z nich chłopak, którego choć widział raz w życiu, to od razu rozpoznał – Ace. A razem z nim dziewczyna, którą widywał na korytarzach dość często – Park Taehee – siostrzenica prezesa, która traktowała agencję jak swoją piaskownicę i robiła w zasadzie,  co tylko chciała. A przynajmniej plotki, które o niej słyszał, nie były zbyt pozytywne, sam nie miał z nią zbyt wiele do czynienia i szczerze mówiąc, w tej chwili też nie miał ochotę wpaść na tę dwójkę, dlatego cofnął się o krok. Teraz on widział ich, ale oni nie powinni zobaczyć jego, dopóki nie spojrzą centralnie w stronę miejsca, w którym stał. Jednak oni chyba nawet nie pomyśleli o tym by rozglądać się dookoła.

- Dlaczego to zrobiłaś? – Ace spojrzał na dziewczynę z wyrzutem, gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi.

- Bo sam się wahałeś, dlatego  - odpowiedziała Taehee, jak gdyby nigdy nic. – Chociaż pewnie i tak byś to zrobił, wszystko miałeś przygotowane – roześmiała się.

- Może nie. Wolę uczciwą grę…

- Uczciwą?  - dziewczyna uniosła brwi. – Gdybym ci nie pomogła, to i tak nie byłoby uczciwe. Jung Shihyun jest urodzonym kompozytorem, ty nie… Gdybym nie dała ci tej piosenki, odpadłbyś z tego pojedynku bez walki.  A nie chcesz odpaść, prawda, oppa?... – jej głos momentalnie z ironicznego zmienił się na słodki.

Słuchający tego z boku J nie do końca rozumiał, o czym mówią, jednak kilka faktów do niego dotarło. Pierwszy: lider nie powiedział im wszystkiego. Ta piosenka, którą miał napisać, nie była na zwykły występ. Była na pojedynek. Drugi:  Ace zamierzał w tym pojedynku oszukiwać. A Taehee była powodem. Miał ochotę wyjść z ukrycia i wprost zapytać o wyjaśnienia, ale nie chciał przerywać rozmowy, która toczyła się dalej. Był ciekawy, czego jeszcze może się dowiedzieć.

- Czemu to zrobiłaś? Czemu dałaś mi tą piosenkę? – powtórzył Ace.

- Bo chcę, żebyś tu został. Żebyś wygrał ten pojedynek. Chcę, żebyś dołączył do Serpenti – uśmiechnęła się. – Czy to wystarczająco dobry powód?

- Czemu chcesz? –pytał dalej chłopak, po jego tonie słychać było, że nie do końca wierzy w jej szczere intencje.

- Bo tak – odpowiedziała po prostu, jak prawdziwa kobieta, po czym zrobiła dwa kroki w stronę Sungjina i pocałowała go. I to nie było lekkie muśnięcie, jak w dramach, tylko konkretny pocałunek, który Ace zresztą z chęcią odwzajemnił. Zresztą nic dziwnego, kto by odmówił takiej dziewczynie?

Jednak patrzący na to z boku J tylko się skrzywił, dopisując w myślach komentarz „prawdopodobnie prawda” do wszystkich plotek, które słyszał o tym, że dziewczyna uwiodła połowę męskiej części artystów i trainee w agencji, pobawiła się z nimi chwilę, a potem zmieniła na lepszy model.  Wydało mu się to tym bardziej prawdopodobne, że sądząc po ich rozmowie ta dwójka nie znała się zbyt dobrze, nie mogło więc chodzić o jakieś uczucia, to była tylko zabawa, nic więcej.

Zniesmaczony chłopak odwrócił się i ruszył korytarzem, którym przyszedł, stwierdzając, że wróci do na trening okrężną drogą. Miał nadzieję, że kiedy Taehee znudzi się Ace, nie upatrzy sobie jako ofiary żadnego z członków Serpenti. Nie znał jej, to prawda, ale po tym co dzisiaj usłyszał, nie chciał mieć nic wspólnego z tą fałszywą dziewczyną.

***

Druga część treningu poszła im jeszcze gorzej niż pierwsza, bo tym razem nawet J był zdekoncentrowany, czego nie zauważył nikt oprócz instruktora, który widząc to, pozwolił sobie na kilka ostrych słów pod adresem idoli, którzy zapomnieli, że na sukces trzeba zapracować i jeśli w życiu prywatnym jest coś, co ich rozprasza, to mają tego nie mieszać z pracą, bo w ten sposób szybko spadną ze szczytu, na który jego zdaniem i tak dostali się zbyt łatwo. Po kazaniu, jakie wygłosił, i tak wypuścił ich trochę wcześniej, bo stwierdził, że nie ma sensu tego ciągnąć w ten sposób, już woli wyjątkowo zjeść świeżą kolację, a nie resztki jak zwykle. Kolejne kazanie wygłosił im jeszcze menedżer, który odstawiał ich do dormitorium, a potem jeszcze lider stwierdził, że do jutra wszyscy mają się ogarnąć, włącznie z nim samym, bo jak jutro ktoś jeszcze będzie chodził z głową chmurach, to przez miesiąc będzie gotował i sprzątał mieszkanie za wszystkich członków. Stwierdzenie to wywołało zgodny jęk wśród  chłopaków, po czym każdy zapewnił, że jutro na treningach nie popełni nawet najmniejszego błędu, po czym każdy poszedł w swoją stronę czyli Shihyun do swojego pokoju, Hyunsoo na kanapę w salonie, a Yoonsuk z bliźniakami do kuchni.

Gdy tylko lider wszedł do swojego pokoju, którego na szczęście nie musiał z nikim dzielić, od razu opadł na łóżko i sięgnął po swój tablet, który zawsze leżał na szafce nocnej. Podłączył do niego słuchawki i odnalazł na YouTube piosenkę, do której tańczyła dziewczyna, którą wcześniej widział. W oryginale utwór był naprawdę bardzo szybki, zupełnie inny i choć osobiście bardzo go lubił, to nie mógł się pozbyć wrażenia, że tamta wersja podobała mu się bardziej. Mimo to skopiował linki i wrzucił na twittera, z którego w przeciwieństwie do bliźniaków rzadko korzystał. „Znacie ten kawałek? Cały dzień chodzi mi dziś po głowie…” napisał obok linku i wstawił wiadomość, mając nadzieję, że fanki podsuną mu inne skojarzenia z tą piosenką niż to, co tak naprawdę chodziło mu po głowie.

- O kim/o czym myślisz? – usłyszał nagle głos jednego z bliźniaków, który wyciągnął mu z ucha jedną słuchawkę i teraz kucał obok jego łóżka, z dziwnym uśmiechem, czekając na odpowiedź.

Lider ogarnął wzrokiem całą jego postać, by zorientować się, który z braci zaszczycił go swoją wizytą, bo w pierwszej chwili zawsze miał problem z ich rozróżnieniem. Po ubiorze i sposobie, w jaki po zwróceniu na siebie uwagi wstał i rozsiadł się wygodnie w fotelu obrotowym, rozpoznał, że to J.

- Czego chcesz? – spytał, kierując wzrok z powrotem na tablet, gdzie na twitterze pojawiło się już z tysiąc odpowiedzi na jego wiadomość.

- Jak tam idą przygotowania do pojedynku? Masz już piosenkę? – spytał Junki od niechcenia, przeglądając leżące na biurku nieotwarte nawet listy od fanów.  – Bo Ace już chyba ma, widziałem, jak wychodził dziś z gabinetu prezesa…

- Co-? – lider oderwał się od tabletu i zaskoczony spojrzał na bliźniaka.

- To, co słyszałeś, liderze – zaśmiał się J. – Wróg nie śpi, więc lepiej przygotuj się na ostrą walkę. Słyszałem, że jego kawałek jest naprawdę niezły. I że jeśli wygra, dołączy do nas. A nie chcemy tego, nie?... Well, that’s all. I just wanted you to know that – po tych słowach wstał I ruszył w stronę drzwi, widocznie nie oczekując żadnej reakcji ze strony zdezorientowanego Shihyuna. – A, i jeszcze jedno: następnym razem mów nam całą prawdę, a nie pół, okej? W końcu jesteśmy zespołem – uśmiechnął się jeszcze, gdy już praktycznie stał w otwartych drzwiach. – Jaa, rest well, our Leader!


Po tych słowach po prostu zniknął a drzwiami, bezdźwięcznie zamykając je za sobą i zostawiając Shihyuna z masą znaków zapytania. Tak bardzo w jego stylu. Jung mógł się tylko domyślać, że wszystko, co wiedział, J podsłuchał, bo nie miał pojęcia, skąd inaczej mógłby to wiedzieć. Chyba że od Ace’a, ale to było mało prawdopodobne. Bardziej ciekawiło go to, co jeszcze maknae wie i jak zamierza to wykorzystać…

wtorek, 21 stycznia 2014

Serpenti - 03 - Tajemnice

Kolejny tydzień minął Serpenti dość spokojnie, o ile można tak nazwać dni od rana do nocy zapchane ciągłymi treningami, tanecznymi, wokalnymi, aktorskimi… Ogólnie wszystkim, czego tylko ktokolwiek mógłby wymagać od młodych idoli. Rano z niemałym trudem z łóżek wyciągał ich menedżer, natomiast gdy wieczorem wracali do dormitorium, praktycznie od razu rzucali się do łazienki, a potem spać. Ciężko im było znaleźć czas na cokolwiek innego, chociaż K zawsze znalazł chwilę, by podzielić się z fankami jakimś zdjęciem czy przemyśleniami na twitterze, no a Hyunsoo jakimś cudem znalazł czas na dokończenie książki, którą czytał. Niestety Shihyun za nic nie potrafił znaleźć odpowiedniego czasu i miejsca na to, by spróbować napisać jakąś piosenkę na nadchodzącą galę. Nie powiedział pozostałym członkom o czekającym go pojedynku. Powiedział tylko, że dostał special stage na gali, na co bliźniacy oburzyli się, że czemu tylko on, ale w sumie dość szybko się z tym pogodzili, stwierdzając, że to dlatego że lider i że i tak będzie reprezentował ich wszystkich, więc ma tego nie schrzanić, bo jak schrzani, to oni mu tego nie wybaczą. Po krótkiej rozmowie na ten temat pierwszego dnia po spotkaniu z CEO, wszyscy zdawali się zapomnieć o uroczystości, która miała się odbyć dopiero za dwa miesiące, kupa czasu. Jung jednak boleśnie zdawał sobie sprawę z każdego mijającego dnia i jeszcze boleśniej z tego, że nie ma jeszcze nawet żadnego pomysłu na piosenkę. Nic. Zero. Kompletny brak weny. Wiedział, że w najgorszym wypadku może wybrać któryś z wcześniej skomponowanych utworów, bo trochę ich już w życiu stworzył, jednak w tym momencie żaden z nich nie wydawał mu się wystarczająco dobry. Potrzebował czegoś lepszego, czegoś co poruszy serca fanek, czegoś… w zasadzie sam nie wiedział, czego konkretnie. Po prostu Czegoś.

Dlatego też, gdy któregoś dnia z powodu choroby jednego z instruktorów i braku kogoś na zastępstwo dostali trzy godziny ekstra wolne, Shihyun zamiast z resztą członków iść zjeść coś lepszego niż to co zwykle, postanowił pójść w miejsce, w którym dość często szukał natchnienia w czasach, gdy był jeszcze trainee – do opuszczonej sali muzycznej, do której jedyne wejście prowadziło z dachu agencji.  Jung zainteresował się nim kiedyś, ponieważ znajdowało się dość daleko od wszystkich wykorzystywanych ciągle pomieszczeń, a do tego stał w nim stary fortepian, swoją drogą chyba najlepszy, na jakim chłopakowi zdarzyło się grać. Nie znał on dokładnie historii tego pomieszczenia, jednak zaciekawiony tym, dlaczego nigdy nie zabrano stamtąd instrumentu, popytał sunbae i dowiedział się, że w „podniebnym studio” ponoć straszy, i że za każdym razem, gdy ktoś próbuje wynieść stamtąd fortepian, zaczynają się dziać dziwne rzeczy i ostatecznie jeszcze nikomu się to nie udało. Cóż, nawet jeśli mieszkał tam jakiś duch, najwyraźniej nie przeszkadzało mu to, że Shihyun czasem grał na jego instrumencie. Wręcz przeciwnie, młody idol miał czasem wrażenie, że jakaś siła wyższa podsuwa mu tam pomysły na najlepsze piosenki. Na co i tym razem zresztą liczył.

Gdy jednak tamtego dnia dotarł do salki, ze zdziwieniem odkrył, że nie jest tam sam.  Właściwie to nawet nie zdążył wejść do środka, zatrzymał się w drzwiach, widząc jakąś dziewczynę poruszającą się do melodii, którą sama sobie nuciła. Była odwrócona do niego tyłem, więc ani ona go nie zauważyła, ani on nie widział nic poza  jej szczupłą sylwetką i długimi kasztanowymi włosami, spływającymi falą na jej plecy.  Nie wszedł dalej, nie chciał, żeby zdała sobie sprawę z jego obecności. Przez chwilę po prostu stał i patrzył na nią, na jej płynne ruchy, słuchał cichego głosu, nucącego piosenkę, którą znał. Znał ją, dlatego wiedział, że śpiewała ją za wolno, że jej ruchy były zbyt płynne, ten utwór w oryginale był szybszy, bardziej gwałtowny, gdyby miała tańczyć do nagrania, był pewien, że by nie nadążyła, pogubiłaby się już w pierwszej zwrotce. A jednak podobało mu się to, co teraz widział,  coś zupełnie innego niż to, z czym spotykał się na co dzień. Przeszło mu przez myśl, że chciałby z nią zatańczyć, ale szybko odrzucił ten pomysł. Gdy spojrzała na zegarek, a potem niespokojnie w stronę leżącej pod ścianą torby, zrozumiał, że będzie wychodzić.  Ukrył się za rogiem, mając nadzieję, że nie zauważy go, wychodząc. Nie zauważyła, zbyt bardzo się spieszyła, by rozglądać się na boki. On jednak też nie miał okazji zobaczyć jej twarzy. Zastanawiało go, kim była…

Nie miał jednak czasu, by nad tym myśleć. Skoro wyszła, mógł spokojnie wejść do salki i zasiąść przed tak dobrze znanym fortepianem.  Gdy uderzył w klawisze, dźwięki, które rozbrzmiały dookoła, od razu wywołały uśmiech na jego twarzy. Kochał brzmienie tego instrumentu.

Na rozgrzewkę zagrał sobie kilka starszych melodii, swoich i cudzych, tak żeby rozruszać palce. Po jakimś czasie jednak stwierdził, że czas zacząć myśleć o tym, po co naprawdę tu przyszedł. Zwłaszcza ze już wiedział więcej o tym, co chce stworzyć niż jeszcze dwie godziny wcześniej. Po pierwsze, piosenka miała być  spokojna, trochę balladowa, najpiękniejsza, jak się dało. Zdecydowanie w molowych tonacjach, trochę smutna, trochę sentymentalna, trochę tajemnicza… Jeszcze nie wiedział, o czym, ale przynajmniej udało mu się określić nastrój,  jaki chciał uzyskać, a to już był dobry początek.

Chłopak zaczął uderzać w klawisze, starając się dobrać odpowiednie dźwięki i akordy. Na początku niezbyt mu szło, ale w którymś momencie udało mu się zagrać melodię, która była po prostu idealna. Zagrał ją kilka razy. By nie zapomnieć. Wyciągnął też swój zeszyt i zapisał ten fragment w postaci nutowej. Teraz, gdy miał już podstawę piosenki, skomponowanie reszty nie powinno już być bardzo trudne, przynajmniej taką miał nadzieję. Ale to się okaże jutro, dzisiaj już kończył mu się czas, dlatego też szybko pozbierał swoje rzeczy i ruszył w stronę wyjścia. Musiał znaleźć resztę swojego zespołu, zanim zacznie się ich kolejny trening.

***

Kiedy tylko powiedziano im o dodatkowym czasie wolnym, bliźniacy mieli tylko jedno życzenie – zjeść coś dobrego. Nie, nie dobrego. Coś pysznego, najlepszego w całym mieście, coś, co mogłoby im wynagrodzić te godziny spędzone na treningach i codzienne imitacje prawdziwych posiłków. Ich cel był jasno określony i tylko jedno im przeszkadzało w jego zrealizowaniu – nieznajomość okolicy. Gdy dwa lata temu przeprowadzili się do stolicy, mieszkali w kompletnie innej części miasta i tam znali naprawdę dobre lokale. Niestety nie było szans, żeby zdążyli tam pojechać, zjeść i wrócić w ciągu trzech godzin, dlatego musieli znaleźć coś bliżej. A że sami żadnego fajnego miejsca nie znali, to mieli tylko jedno wyjście – popytać hyungów! Zwłaszcza że wiedzieli, iż wszyscy oprócz nich mieszkają w Seulu całe życie. Powinni  więc wiedzieć, gdzie coś zjeść.

- Nie wiem, mieszkałem w zupełnie innej dzielnicy. A w ogóle to i tak muszę coś teraz załatwić – zbył ich lider, gdy tylko zapytali, a po chwili gdzieś zniknął.

- Ja też muszę coś załatwić – stwierdził Yoonsuk, gdy powtórzyli pytanie, na co obrażeni maknae tylko spojrzeli na niego z wyrzutem.

Kto jak kto, ale on powinien im pomóc, przecież zawsze pomagali mu w podkradaniu jedzenia liderowi, i to im się zawsze za to obrywało. I w ogóle to on był zawsze pierwszy, jeśli chodziło o jedzenie. Jakim cudem miał coś innego do załatwienia w porze obiadowej? A może chciał iść na obiad sam, w jakieś super miejsce, o którym nie chciał powiedzieć bliźniakom? Tak czy siak, najmłodsi członkowie zespołu poczuli się przez kolegę zdradzeni, jak on śmiał ich tak wystawić?

- Ja znam jedno miejsce – odezwał się nagle stojący już przy wyjściu Hyunsoo. – Chociaż nie wiem, czy wam się spodoba.

Maknae popatrzyli na siebie i przez chwilę zdawali się jakby prowadzić rozmowę bez słów, by po kilku minutach rzucić jeszcze jedno obrażone spojrzenie Yoonsukowi i odwrócić się do Soo z szerokimi uśmiechami na twarzach.

- Prowadź, hyung! – zarządzili zgodnym chórkiem, a gdy tylko Kim wyszedł z sali, od razu ruszyli za nim, zostawiając zdezorientowanego Kanga samego sobie.

Trzech chłopaków wyszło z agencji jakimś bocznym wyjściem, żeby jakieś zbłąkane fanki nie dopadły ich, gdyby wyszli głównym. Bo tak naprawdę nawet jeśli teoretycznie żadne nie stały pod drzwiami, to zawsze jakieś kręciły się w okolicy. Zawsze.

Później Hyunsoo poprowadził ich jakimiś sobie tylko znanymi wąskimi uliczkami, by w końcu wyjść na jakąś szerszą, wyglądającą zresztą na główną, wzdłuż której szli tylko chwilę, by w końcu wejść w jedne z niepozornie wyglądających drzwi, na których wisiała tylko wywieszka z godzinami otwarcia. Wyglądało dość prosto, dlatego bliźniaki nie spodziewali się zastać w środku niczego niezwykłego. Jakże więc wielkie było ich zdziwienie, gdy wewnątrz ujrzeli restaurację, w której tak na oko musiało być naprawdę drogo.

Teoretycznie nie było tu zbyt wiele przepychu, ale jednak w miejscu tym czuło się klimat wyższych sfer. Na ścianach wisiały obrazy, z których niektóre na pewno widzieli w podręcznikach, inne nie, ale i tak wyglądały pięknie i mogliby się założyć, że to po prostu mniej znane prace znanych artystów, i że przynajmniej kilka z nich to autentyki. Po sali kręcili się kelnerzy, wyglądający niby wyjęci z czarnobiałych filmów o arystokracji... W ogóle wszystko tu było takie, że bliźniakom usta automatycznie ułożyły się w wielkie „O”. A jeszcze żeby tego było mało, to w siedzących przy stolikach gościach rozpoznawali znane twarze celebrytów, głównie aktorów, niektórych nawet z ich agencji, oraz biznesmenów, których pokazywali czasem w telewizji. A pewnie inni panowie w skrojonych na miarę garniturach i panie z markowymi torebkami też byli kimś, kto się w tym kraju bardzo liczył.

- Ale czad – wyrwało się Minkiemu. – Normalnie jak w filmie…

- To może siądziemy i coś zamówimy? – zaproponował Hyunsoo, wskazując na jeden ze stolików przy oknie.

Bliźniacy tylko skinęli głowami i posłusznie ruszyli za kolegą. Gdy już usiedli, niepewnie otworzyli leżące przed nimi menu, bojąc się cen, jakie mogą tam zobaczyć. I które, o dziwo, nie były wcale aż tak wysokie. Tanio też nie było, fakt. Ale zdecydowanie było ich stać na obiad. A same dania też wydawały się bardziej swojskie niż się spodziewali. O co w tym chodziło?

- Dawno tu nie byłem – stwierdził Kim, przeglądając listę dań. – Ostatnio chyba z dwa lata temu. Ale w sumie nic się nie zmieniło.

- Skąd znasz takie miejsce? – J spojrzał na niego podejrzliwie znad swojego menu.

- W liceum chodziłem tu na wagary – uśmiechnął się starszy z chłopaków.

- Dziwne miejsce na wagarowanie – stwierdził J, po czym wycelował palcem w jedną z pozycji na liście potraw. – To biorę. A ty? – spytał, patrząc na swojego bliźniaka.

- Ja chcę to – K wskazał palcem na zupełnie inne danie, które jednak z opisu wydawało się tak  samo dobre. – A tam dziwne, gdybym wiedział, że takie śliczności się tu stołują, też bym tu wpadał częściej, choćby tylko na szklankę wody – dodał po chwili, uśmiechając się do siedzących przy sąsiednim stole dziewczyn ze znanego girlsbandu.

- Dobrze mówisz, polać ci… - zaśmiał się Hyunsoo. – A nie, sorry, wam jeszcze nie wolno pić.

- I na trzeźwo bym je poderwał – odpowiedział K, uśmiechając się zadziornie. – Ale najpierw jedzonko. Są 
w życiu priorytety – stwierdził, gdy kelner podszedł do nich, by przyjąć zamówienie.

Kim zamówił jako pierwszy, a gdy bliźniaki jeszcze dopytywali pracownika o niektóre potrawy, sam spojrzał w  stronę części lokalu zwykle zajmowanych przez biznesmenów, mniejszych i większych, często załatwiających tu sprawy, o których nie za bardzo można było mówić w biurze. Patrzył po twarzach, z których większość nie znał, szukając jednej znajomej, jednak nie zobaczył jej. I sam nie był pewien, czy czuję w związku z tym ulgę czy zawód.

- Kto by pomyślał, że hyung zrywał się z zajęć, żeby popatrzeć na idolki – wyszczerzył się K, gdy już złożyli zamówienie.  – To pewnie przez którąś z nich wstąpiłeś do agencji, przyznaj się.

- Co? Nie – w pierwszym odruchu Hyunsoo zaprzeczył, ale po chwili stwierdził, że w sumie to całkiem niezła wymówka, żeby nie wnikali bardziej. – No, może trochę. Ale tak naprawdę to nie. Po prostu zawsze lubiłem muzykę, to dlatego.

- Jaasne – K przedłużył nieco słowo, by wyraźniej słychać w nim było niedowierzanie. – Sorry na chwilę…

Jego brat i kolega przez chwilę nie wiedzieli, co się dzieje, gdy chłopak nagle wstał od stołu. Dopiero po chwili zorientowali się, że dziewczyny, o których chwilę wcześniej mówił, wstały od stołu i najwyraźniej zamierzały wyjść z lokalu. A maknae nie zamierzał im tak łatwo na to pozwolić. Zresztą nie tylko jeden, bliźniak dołączył do niego zaraz po tym, jak zorientował się, co się dzieje.  Rozmawiali z nimi chwilę, dziewczyny się śmiały, widać, że bliźniacy przypadli im do gustu. Po paru minutach wesołej rozmowy, ustawili się wszyscy razem i K pstryknął fotkę, którą zaraz wstawił na twittera, oznaczając w poście wszystkie dziewczyny. Hyunsoo był pewien, że wszystkie strony o KPopie zaraz napiszą o tym zdarzeniu, jakby w ogóle było o czym pisać.  Ot, zwykłe przypadkowe spotkanie idoli, nic takiego, pewnie nieraz zobaczą się jeszcze w jakichś programach rozrywkowych czy coś.

- Yesss, mam ich numery telefonu, twittery, wszystko… - K uśmiechnął się jak jakiś zwycięzca, siadając z powrotem na swoim miejscu, gdy dziewczyny już wyszły.

- Pewnie i tak ich nie wykorzystasz – stwierdził J, również wracając do stołu.

- Czemu nie? Ładne są, można by gdzieś czasem wyjść razem czy coś. Nie chciałbyś? – Minki popatrzył na swojego brata z niezrozumieniem w oczach.

- I ty myślisz, że będziesz miał na to czas? I one? Zapomnij – zaśmiał się Junki.

- No, jakoś teraz się spotkaliśmy – K wyglądał na kompletnie niewzruszonego sceptyczną postawą brata.

On tam swoje wiedział i tyle. Skoro już był idolem, to chyba mógł się spotykać z pięknymi idolkami, nie? A co do czasu to dla chcącego nic trudnego. Zwłaszcza, że dziewczyny chyba naprawdę ich polubiły. No a on już od dłuższego czasu je lubił, co prawda tylko oglądać na ekranie, ale na żywo też wyglądały dobrze. No i wydawały się całkiem miłe, i pięknie się śmiały, zwłaszcza jedna…

- K, idioto, jedzenie – dotarł do niego po chwili głos bliźniaka, bo przez spotkanie z dziewczynami nawet nie zauważył, kiedy kelner postawił przed nim zamówione danie, które jednak wyglądało tak dobrze, że dla odmiany teraz zapomniał o wszystkim innym oprócz obiadu.

Zresztą pozostałych dwóch chłopaków też zajętych już było swoim posiłkiem. Trzeba było przyznać, że lokal był po prostu idealny. Nie dość, że miał klimat, to jeszcze jedzenie było po prostu wyśmienite. Wcale nie dziwne, że ludzie na stanowiskach przychodzili tu w porze posiłku. Ani to, że celebryci wpadali tu na obiad. Jedyne, co wciąż zastanawiało J’a, to skąd tak naprawdę zwykły licealista mógł wiedzieć o takim miejscu i dlaczego właśnie je wybrał sobie na wagary. Gdyby tylko przez idolki, byłoby tu teraz mnóstwo podobnych chłopaków, albo też fanek, które chciałyby dorwać choćby na przykład ich, Serpenti. A jednak nie było ich tu, była tu tylko śmietanka towarzyska, co sugerowało, że zwykły licealista raczej o takich lokalach nie wiedział. Bliźniaka zastanawiało więc, dlaczego w takim razie Hyunsoo tak dobrze znał to miejsce. Nie zamierzał się jednak teraz za bardzo nad tym zastanawiać. Później pogada z K’em, gdy tamtemu już przejdzie pierwsza fascynacja spotkaniem z członkiniami ulubionego girlsbandu. Teraz lepiej się skupić na jedzeniu, bo było naprawdę, ale to naprawdę wyśmienite.

***

Tak jak podejrzewali bliźniacy, Yoonsuk w czasie przerwy faktycznie miał zamiar iść na obiad bez nich, w znacznie lepsze, przynajmniej jego zdaniem, miejsce niż jakakolwiek restauracja, a mianowicie do mieszkania swojego starszego brata, który razem ze swoją żoną i małą córeczką mieszkał całkiem niedaleko agencji. Oczywiście o tej godzinie jego hyung był w pracy, jednak szwagierka jak zwykle z uśmiechem powitała go w drzwiach, nakarmiła i oczywiście pozwoliła mu nacieszyć się bratanicą, którą kochał prawie tak samo mocno jak jej tatuś i jak na wzorowego wujka przystało, przychodził do niej za każdym razem, gdy tylko miał okazję, z jakąś nową zabawką i wesołymi piosenkami, które mała po prostu uwielbiała. I chociaż rodzice śmiali się, że nie pozwolą Yoonsukowi zrobić z dziewczynki idolki, to on i tak wiedział, że kiedyś będzie z niej gwiazda. W końcu takie rzeczy zostają w rodzinie.

Tym razem spędził z bratanicą prawie dwie godziny i wyszedł niedługo po tym, jak ta zapadła w poobiednią drzemkę, by na spokojnie dotrzeć do agencji przed kolejnym treningiem.  Miał jeszcze trochę czasu, więc  wybrał trochę okrężną drogę, koło stacji metra, gdzie co prawda mógł wpaść na jakie fanki, ale postanowił zaryzykować, osłaniając się jedynie czapką z daszkiem jak najbardziej zasłaniającym twarz. Gdy przed debiutem odwiedzał brata, zawsze szedł tamtędy, bo lubił patrzeć na występy ulicznych artystów, którzy popisywali się w różnych miejscach wzdłuż całej głównej alei. Najbardziej lubił słuchać jednej dziewczyny, która wieczorami grała na gitarze i śpiewała covery różnych znanych piosenek, ale wątpił by była tam o tej porze. Nie znaczyło to jednak, że nie było tam teraz nikogo. Dzieciaki o tej godzinie wracały ze szkoły, więc czasem można było liczyć na niezłą publikę.

Gdy dotarł wystarczająco blisko placu, gdzie zespoły często dawały popisy taneczne, już z daleka usłyszał muzykę. W kręgu zebrało się też całkiem sporo osób, które najwyraźniej podziwiały performerów, niektórzy nawet klaskali do rytmu. Yoonsuk z ciekawości podszedł bliżej, na tyle blisko, by widzieć, co się dzieje. Ku jego zdziwieniu, nie zobaczył na placu kilkuosobowego zespołu, a tylko jednego chłopaka, który jednak dawał całkiem niezły popis. Na głowie miał czapkę, która zasłaniała mu oczy, więc Kang nie rozpoznał go od razu. Dopiero, gdy skończył występ i ukłonił się teatralnie, ściągając nakrycie głowy, młody idol rozpoznał w nim chłopaka, którego prezes przedstawił im tydzień temu. I którego oni odtrącili.

Gdy zdał sobie z tego sprawę, chciał odejść, tak, żeby tamten go nie zauważył. Ale było za późno, Ace już go zauważył. Zresztą nic dziwnego, stał praktycznie naprzeciw niego. Uśmiechnął się i pomachał mu wesoło. Ucieczka byłaby teraz bez sensu.

- Hej – przywitał się Sungjin, gdy już pożegnał publiczność i pozbierał swój sprzęt. – Yoonsuk-sshi, dobrze pamiętam?

- Ta , cześć – Kang odwzajemnił uśmiech.  – Niezły popis.

- Dzięki – Ace z uśmiechem przyjął komplement, jednak nie powiedział nic więcej.

Milczenie trwało przez kilka dłuższych chwil, krępujące milczenie, bo Yoonsuk dziwnie czuł się z tym, że wcześniej głosował przeciw dołączeniu Ace’a, choć właściwie nie miał ku temu żadnych powodów. Jeszcze dziwniej po tym, jak przed chwilą zobaczył piękny występ chłopaka. Dla Serpenti taki talent byłby na pewno cennym nabytkiem.

- Idziesz do agencji? – ciszę przerwał w końcu Sungjin, którego najwyraźniej też zaczęła już ona męczyć.

- Co? A, tak, właśnie wracałem na trening.

- W takim razie możemy pójść razem, i tak miałem wpaść na chwilę do prezesa.

- Spoko – uśmiechnął się Yoonsuk, widząc, że kolega najwyraźniej nie ma do niego żalu o tamto głosowanie.  – Często tu występujesz?

- W liceum występowałem praktycznie codziennie, teraz już bardzo rzadko – odpowiedział Ace, ruszając jako pierwszy w stronę agencji.

- Bo teraz nie masz czasu?

- Tak jakby – przyznał Ace. – Zresztą sam wiesz, treningi są męczące.

- Taaa – Yoonsuk automatycznie skrzywił się na wspomnienie tych najbardziej wymagających ćwiczeń. – I ani dobrego jedzenia nie dają, ani nawet niedzieli nie mamy wolnych, po prostu skandal.

- Fanki by pewnie pozwały agencję, jakby się dowiedziały, jak tu traktują idoli – zaśmiał się Ace.

- Co nie? Już sobie wyobrażam ten tłum fanek przed agencją z transparentami „Dajcie im jeść” – chłopak roześmiał się na własne wyobrażenie.

- To by było całkiem ciekawe – przyznał Sungjin. – Chociaż trochę jakby chodziło o zwierzęta, nie ludzi.

- Przecież jesteśmy zwierzętami, wężami – przypomniał Yoonsuk, wyszczerzając ząbki w szerokim uśmiechu. – I w ogóle…  Muszę to powiedzieć. Przepraszam za to głosowanie tydzień temu.  Ta sytuacji była dziwna.

- Nie przejmuj się tym, byłem pewien, że tak będzie. Lider mnie nie lubi – stwierdził Ace, po czym zamyślił się na chwilę. – I niestety ma powód. W sumie myślałem, że wykopie mnie z większym hukiem.

- Jaki powód? – automatycznie spytał młodszy z chłopaków, zbyt późno uświadamiając sobie, że chyba nie powinien pytać.

- Po prostu powód – uciął temat Lee.  – Ale jak widzisz, jeszcze całkiem nie odpadłem z gry. Być może jeszcze staniemy razem na scenie.

- I nauczysz mnie tańczyć – rzucił entuzjastycznie Yoonsuk.

- Zgoda. A co dostanę w zamian?

Chłopak zamyślił się przez chwilę, zastanawiając się, czy jest w ogóle coś, co robi dobrze. Znaczy na tyle dobrze, by móc uczyć innych, bo w sumie w kwestiach artystycznych był taki sobie przeciętny, w sumie z Serpenti najsłabszy. Ale umiał coś innego, niezwiązanego z muzyką, coś, czego Ace na pewno nie potrafił.

- Nauczę cię gotować! – krzyknął, trochę za głośno, bo kilka osób obróciło się za nimi z zaciekawieniem.  – Kurde... – dodał szeptem, gdy to zauważył, trochę przyśpieszając kroku i ciągnąc kolegę za sobą. Dobrze, że praktycznie byli już pod agencją. Zwłaszcza że czas mu się kończył.

- W takim razie umowa stoi – powiedział Ace, wyciągając rękę, gdy byli już w budynku.

- Stoi – wyszczerzył się Yoonsuk, ściskając wyciągniętą dłoń.  - A teraz muszę spadać, lider mnie zabije jak się spóźnię. Bye bye!

Po tych słowach jeszcze pomachał radośnie na pożegnanie i po chwili zniknął w jednym z wąskich korytarzy odchodzących od głównego holu. W locie zerknął na zegarek. Miał 2 minuty. Jeśli się spóźni lider na pewno go zabije. A jak nie lider, to instruktor. W każdym razie jak się nie pospieszy, to dzisiaj zginie. Dlatego jeszcze bardziej przyśpieszył, zaczynając wręcz biec. Chciał jeszcze żyć….